Boże
który docierasz do bram
oświetlonych marną żarówką
i wspinasz się po zabłoconych schodach
odrapanych korytarzy

Który wiesz dlaczego
i potrafisz przechować pod śniegiem motyla
na następne lato
czuwając nad jego snem z palcem na ustach

Zrób coś z taką miłością nie w porę
gdy bezlistne drzewa kołyszą się na marcowym wietrze
wszyscy mają katar, a rozmiękły śnieg wlewa się do butów.