Byłem buntownikiem łagodnym, najłagodniejszym z możliwych, ale krańcowym. Poszedłem do końca. Czy za daleko? Chciałem unieść wszystkie nieszczęścia świata ludzi. I zwariowałem. Ale czy od tego? Nie wiem.Widzę, że każdy ma siebie, a wraz z sobą swego Boga. I dlatego każdy w sobie znajduje tę porcję spokoju pozwalającą mu żyć i znosić nieszczęścia, które chodzą po ludziach. Szedłem zatem więc, nie za prędko, nie za wolno, oddalając się. Czułem ruch powietrza do okołagłowy i było mi nieźle, czułem się nieźle, bo nie marzę o wilkiej karierze, o wielkiej przyszłości i żebym tak całe zycie miał kawałek chleba i od czasu do czasu jakąś robotę i żebym tak całe życie miał zdrowe nogi i rozum, to to by była dla mnie wieczna szczęśliwość.
O, ja, który wiem, ja, który wiem i nie zapominam, że śmierć mnie kiedyś obejmie, witam słońce wschodzące, każdy dzień z radością straszliwą i uczę się żyć codzień prosto i jasno, i uczę się też tak samo nie odpędzać niepojętego, bo on się nie da odpędzić, tylko nosić go ze sobą jak dolę swoją, nie jak buty letnie i buty zimowe, ale jak głowę, która czasami boli.Przyłapałem się w tej samej chwili na tym, że nie zawsze, nie zawsze oczywiście, ale czasami, jeśli akurat śmieję się, to dlatego, żeby po prostu nie zapłakać.Tyle, ile można tyle, trzeba prawdy poznać.I żyłem. Tak, jak kochałem żyć. Z całej duszy z całych sił. Między świętą Jawą a świętym Majakiem byłem dziecięciem tej spółki. Tak żyłem. Aż szumiało mi w głowie. Aż słyszałem ten szum. I pomyślałem kiedyś, że to może nie w głowie mi szumi, a może tak szumi powietrze do koła. Pomyślałem, że ja już może doszedłem do tego, że słyszę, jak szumi powietrze ukochane. Położyłem się wieczorem i obudziłem się rano. Przecież to jest jedno z najpiękniejszych zdań świata, to jest olśniewające, to jest snop światła w same oczy, w same usta. Jak mogłem tego przedtem nie zauważyć? Ile razy wypowiedziałem to zwyczajne proste zdanie, nie zdając sobie sprawy, nie widząc, ślepy, że to jest przecież cud, opisanie cudu.Wydaje mi się, że widzę wszystko, całą nędze i całą wielkość, a nie widzę często, że depczę po cudach moimi gumowcami. Milowymi gumowcami, ale po cudach depczę. To jest przykre straszliwie. Smutne straszliwie to jest. I wstyd mi, ale ja się poprawie.Co za pomysłowość jest w pieniądzu, że tak deprawuje tych, którzy dużo pieniędzy mają? Ilu ja sam (nie zliczę już) ja znam, kiedyś wspaniałych, pięknych i pełnych delikatności, a potem tak zmarniałych, tak zgłupiałych, tak się zgarbili pod workami pieniędzy czy pod zaledwie szczupłymi sakiewkami.Cierpienie jest jedyną drogą do jakości, do mądrości, do zdrowia, do szczęścia. Ta droga może być krótka i może być długa. Krótka, dla tych, którzy nie udają, czyli dla ludzi prawych, druga dla tych, którzy udają, czyli dla obłudników.
Każda walka jest bratobójcza, a zatem samobójcza. Toteż w walce nie ma zwycięzcy nigdy. Toteż w walce są sami pokonani zawsze. Kto widzi - nie walczy, nie karmi martwego, nie poi martwego ni cudzą ni własną krwią. Kto nie bierze broni do ręki, wytraca broń z ręki tego, który broń w ręku ślepo, samobójczo dzierży. Kto nie walczy - nie ma wrogów. Kto nie ma wrogów - jest prawdziwym zwycięzcom.
Znałem niektórych, którzy mówili, że maja tylko jedno życie, i że muszą się sprawdzić; kim są? I sprawdzali się idąc po trupach i przemieniając się w potworki.
Wszystkie pieniądze świata nie maja żadnego znaczenia poza tym, że służą do zauważenia, że właśnie nie maja żadnego znaczenia.Twoje cierpienie nie jest przypadkiem. Cierpieć należy do porządku życia, do żywej, pozaczasowej, pozaprzypadkowej kolejności. Bo to oczywiście przez prawe cierpienie wychodzi się z cierpienia. Bo jakże by inaczej? To przez cierpienie dochodzi się do poznania siebie, a przez poznanie siebie do zdrowia, do szczęścia, do życia, do wiecznej cudownej dziewiczości. Widzisz, dla człowieka prawdziwie żywego, nie ma takiego nieszczęścia, co nań zwalając się, nie przemieniło by się w niewyobrażalne szczęście.