Uwaga !!!
Wszystkie pliki zostały zamieszczone w celach promocyjnych.
Pliki chronione prawem autorskim, można pobierać jedynie w celu posiadania kopii zapasowej legalnie nabytych produktów.W innym przypadku można je przechowywać na dysku jedynie 24 godziny. Wykorzystywanie i rozpowszechnianie ich w celach komercyjnych nie jest zgodne z prawem.
Chomik ( lanse5) nie ponosi żadnej odpowiedzialności za niezgodne z prawem wykorzystywanie zasobów znajdujących się na tej stronie.
Oryginalny: http://wolnemedia.net/gospodarka/po-co-w-polsce-euro/
Po co w Polsce euro?
Opublikowano: 27.03.2013 | Kategorie: Gospodarka, Polityka, Publicystyka
W 2008 r. prof. Tadeusz Kowalik ostrzegał, iż przystąpienie Polski do strefy euro oznaczać będzie jedną z ważniejszych zmian ustrojowych, kolejną rezygnację państwa z ważnego narzędzia polityki gospodarczej, a więc i rosnącą trudność rozwiązywania konfliktów społecznych, radzenia sobie z miejscowymi patologiami [1]. Powrót bezrefleksyjnego entuzjazmu dla tej idei w wystąpieniach polskich polityków w ostatnim czasie skłania do refleksji nad potencjalnymi konsekwencjami przyjęcia europejskiej waluty.
Z nakreślonych przez ekonomicznego noblistę Roberta Mundella czterech warunków powstania optymalnego obszaru walutowego (synchronizacja cykli koniunkturalnych, jednolita polityka fiskalna, swobodny przepływ pracy i swoboda transferu kapitału), strefa euro od początku swego istnienia spełnia zasadniczo tylko jeden: swobodny przepływ kapitału. Właśnie to stanowi prawdziwą przyczynę jej obecnego kryzysu, powszechnie i niewłaściwie określanego mianem „kryzysu długu publicznego”.
Jak słusznie podkreśla Costas Lapavitsas, „prawdziwą przyczyną kryzysu strefy euro jest nie fiskalne niezdyscyplinowanie, lecz łączna utrata konkurencyjności przez kraje peryferyjne. Członkowie UGW [Unii Gospodarczej i Walutowej] zostali wtłoczeni w sztywne ramy stałych kursów walutowych, jednolitej polityki pieniężnej i narzuconej z zewnątrz dyscypliny fiskalnej. Większa konkurencyjność może zatem pochodzić jedynie z rynku pracy, w związku z czym w całej Wspólnocie nastąpił wyścig na dno. Wyścig ten wygrały Niemcy, ze względu na dyscyplinującą rolę ich państwa, znalezienie się niemieckiej siły roboczej w odwrocie, zapewnienie przez państwo opieki społecznej, a także związane z powyższymi czynniki instytucjonalne. Utrata konkurencyjności doprowadziła w krajach peryferyjnych do powstania wysokich deficytów na rachunkach obrotów bieżących, którym odpowiadały analogicznie duże nadwyżki Niemiec. Dla sfinansowania deficytów kraje peryferyjne musiały pożyczać za granicą, a tani kredyt w EBC [Europejskim Banku Centralnym] ułatwił pozyskiwanie funduszy, jednocześnie umożliwiając bankom peryferyjnym rozszerzanie akcji kredytowej na rynkach krajowych. W rezultacie doszło do znacznego zadłużenia na peryferiach, zarówno zewnętrznego, jak i wewnętrznego, prywatnego i publicznego. W ostatecznym rozrachunku dług krajów peryferyjnych jest więc związany z zamrożonymi jednostkowymi kosztami pracy w Niemczech” [2].
W POLSCE GORZEJ NIŻ W GRECJI?
Na przeciwległym biegunie znalazły się kraje, które dzięki postępującej w tym samym czasie deprecjacji ich walut krajowych uniknęły podobnych kłopotów, czyli Wielka Brytania i… Polska. Jednak o ile szczęściem w nieszczęściu Grecji jest to, że w obecnej sytuacji wysokiego zadłużenia publicznego wciąż może (i powinna) odrzucić hamujące gospodarkę plany oszczędnościowe, o tyle Polska, jedyny kraj w Unii Europejskiej z ograniczeniem relacji długu publicznego do PKB zapisanym w ustawie zasadniczej, już w chwili osiągnięcia konstytucyjnych progów ostrożnościowych musiałaby dokonać drastycznych cięć wydatków budżetowych, wywołując tym samym bardzo poważny kryzys gospodarczy, prawdopodobnie w krótkim czasie po przyjęciu wspólnej europejskiej waluty.
W dyskusjach na temat przystąpienia Polski do strefy euro wiele miejsca poświęcane jest zazwyczaj spełnieniu zapisanych w Traktacie z Maastricht nominalnych kryteriów konwergencji. Pomija się przy tym zupełnie dużo ważniejsze kryteria konwergencji realnej. Tymczasem już na początku 2009 r. grupa ekonomistów przytomnie ostrzegała, iż „Polska nie spełnia minimalnych realnych kryteriów konwergencji ze strefą euro pod żadnym względem, poza udziałem ludności z wyższym wykształceniem w populacji ogółem w wieku 25-64 lata, i dlatego nie może być zaliczona do optymalnego obszaru walutowego. W szczególności poziom PKB na głowę jest za mały o 40-50%, zbyt niski jest poziom rozwoju infrastruktury, trzykrotnie (!) za małe są nakłady na naukę, badania i prace rozwojowe, dwukrotnie za niski poziom zatrudnienia w sektorze B+R, zbyt niski poziom spójności społecznej wyrażany płacą minimalną (dwukrotnie za niska, by dorównać średniej w trzech najgorszych krajach Unii Walutowej), zbyt niski poziom rozwoju infrastruktury ochrony zdrowia, trzykrotnie za mały poziom budownictwa mieszkaniowego, zbyt niski poziom ochrony środowiska naturalnego przed zanieczyszczeniami przemysłowymi” [3].
Ci sami autorzy w przekonujący sposób rozprawili się z poglądem, jakoby przystąpienie do Unii Walutowej miało mieć, za sprawą likwidacji ryzyka kursowego, znaczący pozytywny wpływ na dynamikę napływu do Polski bezpośrednich inwestycji zagranicznych. „Motywy inwestorów odnośnie do miejsca lokaty kapitału”, piszą Domański, Kaźmierczak i Żyżyński, „w niewielkim stopniu zależą dzisiaj od korzyści z likwidacji ryzyka kursowego. Decyzje dotyczące budowy fabryki czy jej zakupu zależą raczej od tak ważnych czynników, jak konkurencyjność podatkowa, konkurencyjność płacowa gospodarki oraz stan jej infrastruktury technicznej” [4].
Skutecznym narzędziem analizy optymalnej policy mix w zakresie polityki finansowej państwa jest tzw. model Mundella-Fleminga, znany też jako model „niemożliwej trójcy”. Wynika z niego, iż z zestawu: sztywny kurs walutowy, swobodny przepływ kapitału, niezależna polityka pieniężna, można jednocześnie wybrać co najwyżej dwa instrumenty. W chwili obecnej Polska rezygnuje z pierwszego, a złoty funkcjonuje w reżimie płynnych kursów walutowych. Być może byłoby jednak lepiej, gdyby kraj poszedł w ślady np. Chin i usztywnił kurs, ograniczając przy okazji nieco transfery kapitału (i tak w dużej mierze spekulacyjnego). Taki krok zlikwidowałby ryzyko kursowe, co jest ważnym argumentem zwolenników przyjęcia euro, bez konieczności całkowitej rezygnacji z polityki walutowej (w szczególności możliwości dewaluacji waluty krajowej) i polityki pieniężnej.
KOSZTOWNA WSPÓLNA WALUTA
Obrona niezależnej polityki kursowej i pieniężnej nie musi być przy tym wyrazem ekonomicznego nacjonalizmu. Z badań opublikowanych przez Narodowy Bank Polski wynika, że brak tych polityk najpewniej odbije się negatywnie na polskiej gospodarce w przypadku jakiegokolwiek asymetrycznego szoku, ponieważ działania podejmowane przez Europejski Bank Centralny będą w takiej sytuacji – podobnie jak to ma miejsce obecnie – podporządkowane interesom dominujących graczy wspólnego obszaru walutowego, a w najlepszym razie: interesom wspólnotowym. Między innymi z tego powodu dwa kraje Unii Europejskiej, często stawiane za wzór sukcesu socjaldemokratycznej polityki gospodarczej, Szwecja i Dania, pozostają poza strefą euro, co nie przeszkadza im przewodzić światowym rankingom nie tylko jakości życia obywateli, ale również konkurencyjności gospodarek.
Wielka Brytania również nie wydaje się narzekać na posiadanie funta szterlinga. W tym kontekście całkowicie demagogiczny okazuje się powszechny w polskim dyskursie argument, jakoby bez euro Polska miała zostać członkiem Unii drugiej kategorii. Oczywiście Wielka Brytania i Dania mają w swoich traktatach akcesyjnych klauzulę opt-out, która pozwala im na trwałe pozostanie przy walucie krajowej. Jednak nie posiadająca takiej formalnej możliwości Szwecja unika przystąpienia do strefy… celowo nie spełniając wszystkich nominalnych kryteriów konwergencji, a konkretnie nie przystępując do mechanizmu ERM II, będącego „przedsionkiem” Unii Walutowej [5]. Okoliczność ta falsyfikuje argument o rzekomej nieuchronności integracji walutowej z przyczyn „traktatowych”.
Na inny jeszcze problem wskazują natomiast „doświadczenia Unii Europejskiej, gdzie spadek stóp procentowych doprowadził do olbrzymiej ekspansji kredytowej i wzrostu cen mieszkań, przy relatywnie niewielkich efektach materialnych” [6]. Wzrost cen po zamianie złotego na euro dotknie również dobra najczęściej nabywane, już nie w wyniku drastycznego spadku stóp procentowych, lecz (głównie) za sprawą tzw. efektu zaokrąglenia. Biorąc pod uwagę dużo większy w Polsce niż w zachodnich gospodarkach udział wydatków na dobra podstawowe w wydatkach ogółem, może to stanowić poważny problem.
Wzrost cen to jednak nie jedyny wymierny koszt wejścia do strefy euro. Polska będzie prawdopodobnie zmuszona zużyć dużą część zgromadzonych dotychczas rezerw walutowych (obecnie o wartości ok. 83 mld euro) na utrzymanie złotego w „wężu walutowym” ERM II, a następnie przekazać część pozostałych rezerw do EBC. Koszt, jaki będzie musiał ponieść polski podatnik, gdy banki strefy euro ponownie znajdą się w sytuacji zagrożenia upadłością, może być znacznie poważniejszy, choć dziś trudny do oszacowania.
KTO ZAROBI, KTO ZAPŁACI?
W tym kontekście pojawia się pytanie: jakie rzeczywiste korzyści odniesie polskie społeczeństwo z wprowadzenia europejskiej waluty, aby miało ponosić jakiegokolwiek tego procesu koszty, choćby tylko szacowany na 0,1-0,6 pkt.% wzrost inflacji? Wydaje się, iż stajemy tutaj de facto przed klasową kwestią odwróconej redystrybucji. Okazuje się bowiem, że za obniżenie lub zlikwidowanie kosztów transakcyjnych oraz zmniejszenie ryzyka kursowego dla przedsiębiorstw mają zapłacić wszystkie pozostałe grupy społeczne.
Zapewne właśnie dlatego, zamiast przedstawiać rzetelną analizę, władza i media raczą społeczeństwo pustosłowiem o „integracji europejskiej”, „wzmacnianiu szans” i „Europie pierwszej prędkości”. Do tego chóru dołączył ostatnio Sojusz Lewicy Demokratycznej, który 27 lutego br. wezwał rząd do podjęcia kroków w celu jak najszybszego przyjęcia przez Polskę euro. „Ekspert ekonomiczny” SLD, Wojciech Szewko, przedstawił swój rachunek korzyści i kosztów takiego kroku (podkreślając, iż jego zdaniem przeważają te pierwsze), po czym zaprezentował coś, co określił mianem „tarczy socjalnej” – listę koniecznych, by zapobiec negatywnym dla społeczeństwa skutkom przyjęcia euro działań, tj. ratyfikacja przez Polskę Karty Praw Podstawowych, monitorowanie dynamiki cen specjalnie w tym celu skonstruowanego koszyka dóbr podstawowych, czy też odniesienie się do problemu umów śmieciowych w połączeniu z podniesieniem płacy minimalnej [7].
Projekt ten nasuwa jednak zasadniczą wątpliwość: dlaczego Sojusz chce wprowadzać korzystne dla społeczeństwa rozwiązania, przy jednoczesnym ustanowieniu euro, które – w najlepszym przypadku – całkowicie zniweluje efekty tych działań? Logicznym i trywialnym wydaje się podjęcie starań o implementację „tarczy socjalnej” bez postulatu wprowadzenia Polski do strefy euro, czyli walka o poprawienie dobrostanu społeczeństwa na wielu obszarach, bez jego równoczesnego pogorszenia na innych. Odrębną kwestią jest wątpliwy realizm projektu SLD, opierający się na założeniu, że w przypadku faktycznej zamiany złotego na euro, władze rzeczywiście odniosą się do nabrzmiałych problemów rynku pracy czy rynku mieszkaniowego.
ULTRALIBERALNA UTOPIA
Na koniec wypada odnieść się do kwestii, która będzie jeszcze zapewne wielokrotnie powracać w dyskursie, skutecznie fałszując rachunek zysków i strat rezygnacji ze złotego. Powołując się na badania przeprowadzone przez Narodowy Bank Polski, Wojciech Szewko wymienił kwotę 120 mld zł (2% PKB) rocznie, jako tzw. welfare effect przystąpienia do Unii Walutowej. Nie wchodząc w techniczne szczegóły przytoczonej analizy, warto jedynie zauważyć, iż dynamiczny obliczeniowy model równowagi ogólnej (ang. Dynamic Computable General Equilibrium), będący trzonem badania, z którego Szewko wyciągnął tak daleko idące wnioski, opiera się m.in. na założeniu, iż gospodarstwa domowe znają wszystkie ceny rynkowe oraz swoje dochody do końca życia (ang. perfect foresight), natomiast na rynkach dóbr i czynników produkcji, na których zawsze występuje równowaga (wszystkie rynki ulegają oczyszczeniu), panuje konkurencja doskonała (ang. perfect competition) [8].
O tym, jak abstrakcyjne są założenia matematycznych modeli równowagi ogólnej, jak bardzo przypominają swoje dziewiętnastowieczne pierwowzory i – w konsekwencji – jak zgubne może być wykorzystywanie opartych na nich rekomendacji w polityce gospodarczej, ciekawie pisze Paul Davidson w wydanej niedawno książce pt. Rozwiązanie Keynesa [9]. Być może z korzyścią dla SLD, lewicy i całego społeczeństwa byłaby szersza znajomość zawartych w niej treści, a także częstsze zasięganie przez polityków opinii u sprawdzonych ekspertów ekonomicznych, jak ten, który dostrzegł „poważne argumenty za utrzymywaniem wielowalutowości, a więc trwania poszczególnych gospodarek narodowych przy swoich własnych walutach. Trzeba tylko umieć i chcieć z płynących stąd możliwości korzystać, nie myląc przy tym celów polityki gospodarczej (dobrobyt) z jej instrumentami (stabilny pieniądz)” [10].
Autor: Grzegorz Konat
Źródło: Le Monde diplomatique – edycja polska
PRZYPISY
[1] T. Kowalik, „Euro – kolejny filar ładu społeczno-ekonomicznego”, Studia Ekonomiczne, Nr 1-2 (LVI-LVII) 2008, s. 127.
[2] C. Lapavitsas, „Wyjście dla Grecji i peryferii”, Le Monde diplomatique – edycja polska, Nr 6 (76), czerwiec 2012.
[3] S. R. Domański, A. Kaźmierczak, J. Żyżyński, „Za i przeciw euro”, Tezy raportu przygotowanego dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego pt. Polska wobec perspektywy wstąpienia do strefy euro. Za i przeciw szybkiej integracji walutowej, Warszawa, 10 stycznia 2009.
[4] Tamże.
[5] T. Walat, „Euro bez korony”, Polityka, Nr 9 (2897), 27 lutego 2013 r.
[6] J. Łaszek, H. Augustyniak, M. Widłak, „Euro a ryzyko bąbli na rynku nieruchomości mieszkaniowych”, [w:] Raport na temat pełnego uczestnictwa rzeczypospolitej polskiej w trzecim etapie unii gospodarczej i walutowej. Projekty badawcze. Część III, Narodowy Bank Polski, Warszawa 2008.
[7] Zapis konferencji prasowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej z dn. 27 lutego 2013 r. pt. „Polska droga do euro”, http://www.sejm.gov.pl.
[8] T. Daras, J. Hagemejer, „The long run-effects of the Poland’s accession to the eurozone”, [w:] Raport na temat pełnego uczestnictwa Rzeczypospolitej Polskiej w trzecim etapie Unii Gospodarczej i Walutowej. Projekty badawcze. Część VIII, Narodowy Bank Polski, Warszawa 2008.
[9] P. Davidson, Rozwiązanie Keynesa. Droga do globalnej koniunktury gospodarczej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2012.
[10] G. W. Kołodko, Wędrujący świat, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2008, s. 129.
Oryginalny: http://wolnemedia.net/gospodarka/ostatnie-elementy-ukladanki-krachu-2012/
Ostatnie elementy układanki krachu 2012
Opublikowano: 25.05.2012 | Kategorie: Gospodarka, Wiadomości ze świata
Rok 2012 będzie rokiem krachu. Takie informacje od dwóch lat przekazuje nam Lindsey Williams, który opierając się na wiedzy swoich informatorów z kręgu elit, ostrzega nas przed planami tych którzy rządzą światem.
Obecnie jesteśmy w trakcie realizacji scenariusza przejścia do nowego systemu, który będzie funkcjonował poza dolarem. Waluta ta jeszcze w tym roku utraci status waluty rezerwowej co będzie wiązało się z tragicznymi reperkusjami społecznymi, ekonomicznymi i geopolitycznymi.
W ostatnim wywiadzie dla Radia Liberty Lindsey Williams podał kilka szczegółów dotyczących elementów, czy też faz upadku systemu dolarowego.
Głównymi znakami upadku tego systemu będą 4 elementy. Pierwszym znakiem kiedy będzie tąpnięcie na rynku derywatów. Kiedy rynek derywatów zacznie się załamywać będzie to miało drastyczny wpływ na dolara i euro. Jednym z takich zdarzeń są ostatnie miliardowe straty odnotowane przez JP Morgan.
Główne amerykańskie banki są dalece zaangażowane w działalność na rynku derywatów. Większość środków, które zostały przetransferowane do nich jako programy pomocowe, QE1 i QE2 zostało zainwestowanych w rynek derywatów.
JPMorgan Chase ma 70,1 biliona dolarów zainwestowanych na tym rynku, City Bank 52,1 bilionów, Bank of America 50,1 bilionów, Goldman Sachs 44.2 bilionów. Łącznie jest to kwota około 200 bilionów dolarów.
Rynek derywatów został stworzony jak to mówi Williams by dokonać światowego krachu, jak tylko nowy porządek świata będzie gotowy do wdrożenia. Tak więc pierwszym elementem poprzedzającym krach będzie kryzys na rynku derywatów. To doprowadzi do kolejnego punktu, którym będą wojny walutowe.
Z wojen walutowych wyniknie chaos i niepewność na rynkach a państwa zaczną wdrażać politykę wojen handlowych dla utrzymania swoich gospodarek. I tak pierwszym elementem tej wojny jest podpisana na początku 2012 roku umowa handlowa pomiędzy Japonią a Chinami, w której operacje finansowe dokonywane są z pominięciem dolara. W kwietniu państwa BRICK zdecydowały się na handel między sobą z pominięciem dolara. Również w kwietniu 10 krajów w tym Chiny i Indie zdecydowały się na dokonywanie operacji międzybankowych z pominięciem systemu SWIFT (Kod SWIFT to 8 numerowy kod obejmujący cyfry i litery stosowany w przelewach międzybankowych do identyfikacji instytucji finansowej. W europie kod SWIFT nazywany jest kodem BIC). W marcu Arabia saudyjska podpisała umowę z Chinami na dostarczanie ropy z pominięciem dolara. Chiny, Indie i Iran zdecydowały się na płacenie za ropę i gaz z pominięciem dolara. Tak więc wojny handlowe już trwają.
Ostatnim elementem układanki przed krachem i dewaluacją dolara będzie podwyższenie stóp procentowych przez FED. Lindsey Williams mówi, że jeżeli ludzie będą czekać z dolarami aż do momentu gdy FED podwyższy stopy procentowe to na tym poważnie stracą. Wszyscy bowiem będą chcieli zdeponować dolary w USA co załamie wartość waluty. Należy się pozbyć dolarów przez ogłoszeniem podniesienia stóp procentowych.
Wywiad audio Radio Liberty
Źródło polskie: PrisonPlanet.pl
Oryginalny: http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=26775
Investment Banking
In the US, so called “Commercial Banks” are those that have large portfolios of checking, savings and fixed deposit accounts for people and companies (e.g., such main street names as CitiBank, Bank of America, JPMorganChase, etc.; in Argentina, we have Standard Bank, BBVA, Galicia, HSBC and others). Commercial Banks operate with fractional lending leverage levels that allow them to lend out “virtual” dollars or pesos for amounts equal to 6, 8 or 10 times the cash actually held in their vaults; these banks are usually more closely supervised by the local monetary authorities of the country.
A different story, however, we had in the US (and still have elsewhere) with so-called global “Investment Banks” (those that make the mega-loans to corporations, major clients and sovereign states), over which there is much less control, so that their leveraging fractional lending ratios are far, far higher. This greater flexibility is what allowed investment banks in the US to “make loans” by, for example, creating out of thin air 26 “virtual” Dollars for every real Dollar in cash they held in their vaults (i.e., Goldman Sachs), or 30 virtual Dollars (Morgan Stanley), or more than 60 virtual Dollars (Merrill Lynch until just before it folded on 15 Sept 2008), or more than 100 virtual Dollars in the cases of collapsed banks Bear Stearns and Lehman Brothers.
Orginalny: http://globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=27106
In 2009, five banks held 80% of derivatives in America. Now, just four banks hold a staggering 95.9% of U.S. derivatives, according to a recent report from the Office of the Currency Comptroller.
The four banks in question: JPMorgan Chase & Co. (NYSE: JPM), Citigroup Inc. (NYSE: C), Bank of America Corp. (NYSE: BAC) and Goldman Sachs Group Inc. (NYSE: GS).
The notional value of the world's derivatives actually is estimated at more than $600 trillion. Notional value, of course, is the total value of a leveraged position's assets. This distinction is necessary because when you're talking about leveraged assets like options and derivatives, a little bit of money can control a disproportionately large position that may be as much as 5, 10, 30, or, in extreme cases, 100 times greater than investments that could be funded only in cash instruments.
The world's gross domestic product (GDP) is only about $65 trillion, or roughly 10.83% of the worldwide value of the global derivatives market, according to The Economist. So there is literally not enough money on the planet to backstop the banks trading these things if they run into trouble.
Keith Fitz-Gerald is Chief Investment Strategist, Money Morning
Chomik ma przyblirzać tematykę ekonomiczno-polityczno-społeczną.
Ponad 98,5 procenta wszystkich pieniędzy to elektroniczne zapisy w komputerach kilku banków.
Ich systemy są bardzo słabo szyfrowane. I nieraz podejrzewano Chase Manhathan Bank oto iz mając dostęp
do kodu żródłowego platform transakcyjnych, manipuluje on cenami zawieranych transakcji w systemach międzybankowych .
O wartości obecnych walut decyduje magiczne łacińskie słowo "fido" ZAUFANIE. I tak obowiązkowa rezerwa w NBP to 3.5%.
Czyli każde nasze 100 złoty(PLN) warte jest CAŁE 3.5 ZŁOTEGO. No niewiele!!! Należy pamiętać to co wydaje się oczywiste dla kazdego Francuza, Irlandczyka, Szweda, Norwega, chińczyka czy Niemca: kupując polskie produkty i produkty firm należących do polskich właścicieli tworzymy miejsca pracy w Naszym kraju!!! O tym nieusłyszysz w mediach bo jest cenzura. Wielu ludzi pracuje za pieniadze, wielu ich pożąda, wielu potrafi się zezwierzęcić i wielu je wyznaje. Wiara w "mamone" gdzie wyznaniem wiary jest co niedzielne całodniowe polowanie na promocje, to oczywiście twoja indywidualna sprawa. Każde twoje zachowanie wywiera wpływ na świat.
Jeżeli jeszcze niepojąłeś, że taka ignorancja utrzymuje największą piramidę finansową od czasów starożytnego królestwa Egipa, gdzie piramida Ponziego stworzona przez Madoffa to jedynie dziecinna igraszka to czas najwyższy zadać sobie pytanie: PO CO tu jestem?
Od odpowiedzi na to pytanie zaczyna swoje przebudzenie każda etyczna istota żywa we wszechświecie.
Dużo filmów jest po angielsku bo Wiedza musi dotrzeć do wielu a nietylko do Ciebie.
www.wolnemedia.net
WNET
RadioBezCenzury
Orginał: http://gmo-w-polsce.pl/a/zloto-nie-da-sie-jesc.html
Złota nie da się jeść
Paniczne poszukiwania bezpiecznej przystani dla inwestycji finansowych sprawiły, że wielu na pozór sprytnych obywateli zainwestowało swoje pieniądze w zakup złota. W efekcie wartość tego szlachetnego metalu poszybowała w górę, osiągając poziom 1800 USD za uncję w momencie pisania tego artykułu (październik 2011). Daje to inwestorom poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że ich pieniądze zachowają swoją wartość.
Jednak w obliczu nadchodzących społecznych, gospodarczych oraz ekologicznych wstrząsów jakie dotykają Ziemię i narastają z każdym dniem, złoto wbrew nadziejom wielu, może wcale nie okazać się rozwiązaniem zapewniającym bezpieczeństwo na przyszłość.
Gdy przyjrzymy się z pewnym dystansem wirującej tarczy spekulacyjnej ruletki, która przykuwa uwagę światowych mediów i wielu lepiej sytuowanych obywateli, wtedy można zauważyć, że złota niestety, albo na szczęście, nie da się jeść. W odróżnieniu od wielu innych, bardziej podstawowych metali, jest go także trudniej przerobić na lemiesze pługa.
Ostatnimi czasy spekulanci zaczęli pompować pieniądze w zakupy ziemi uprawnej, traktowane jako zabezpieczenie wobec rosnących cen żywności i oparte na przekonaniu o gwarantowanym popycie na tak podstawowe produkty jak pszenica, ryż, kukurydza czy sorgo. Takie działania nie zmierzają jednak do dobrych celów, są raczej objawem nakierowanych na zysk motywacji, tych samych, które stoją za ruchami jakie wstrząsnęły gospodarką w czasie ostatniej dekady.
Ku czemu więc się zwrócić, gdy wszystko wokół wydaje się być kotłowaniną rozdętych ego, bezwstydnej chciwości i wściekłej eksploatacji?
Odpowiedź na to pytanie należy zacząć od wnikliwego rozpatrzenia przyczyn, które doprowadziły do obecnego stanu rzeczy. Następnie przystąpić do planu działania, który opiera się na długofalowym zaangażowaniu w stworzenie zdrowszego i być może prostszego modelu codziennego życia. Oznaczałby on zdecydowane odejście od obecnego etosu kapitalistyczno – konsumpcyjnego, który doprowadził naszą planetę na skraj ekozagłady i do wyczerpania zasobów z jednej strony oraz ogromnych nierówności wśród ludzi z drugiej.
Kiedy staramy się pogłębić nasze zrozumienie przyczyn tych bezprecedensowych wstrząsów, wtedy bardzo szybko dochodzimy do wniosku, że poza łajdakami, którym wyznaczono rolę odpowiedzialnych za wzloty i upadki światowej gospodarki, istnieją inne siły operujące zza kulis. Ci, których „widzimy w telewizji” są często zwykłymi marionetkami, wykonującymi polecenia tego niewidzialnego reżimu, którego intencją wydaje się kontrola tego co dzieje się na świecie dla swoich własnych celów. Ten reżim wydaje się składać ze stosunkowo niewielkiej grupy bogatych jednostek i korporacji, które uzyskały przemożny wpływ zarówno na rządy narodowe jak i na międzynarodowe instytucje finansowe, które stanowią zwornik światowej gospodarki. To coś w rodzaju tajnego kartelu, który obejmuje swoimi mackami takie instytucje jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Światowa Organizacja Handlu. Jego ważni przedstawiciele są także ulokowani na strategicznych pozycjach w Unii Europejskiej, w północnoamerykańskiej strefie wolnego handlu – NAFTA oraz w gospodarczym obszarze strefy Pacyfiku – Pacific Rim.
Imperia bankowe, giganci farmaceutyczni, magnaci naftowi, monopoliści rynku nasion i żywności mają ogromne wpływy w tym klubie, sprawującym przemożną kontrolę nad naszym życiem w sposób, którego niemal nie zauważamy. To na ich rozkaz ludzkie wartości i kodeksy moralne są rozbijane i lekkomyślnie porzucane, a brutalne wojny są wszczynane w obcych krajach w poczuciu absolutnej bezkarności.
Szybko można zauważyć, że faszystowski reżim z czasów drugiej wojny światowej nie skończył się wraz z procesem w Norymberdze, ale znalazł bezpieczne schronienie w zachodnim i północnoamerykańskim społeczeństwie, dokonując tego całkowicie utajnionego manewru na naszych oczach. Fakt, że ta maskarada jest skutecznie przedstawiana jako „demokracja”, to dowód na ich inteligencję i naszą głupotę.
Odkrycie tego stanu rzeczy może być na początku szokujące, szczególnie dla tych, którzy ulokowali swoje nadzieje w status quo, dzięki któremu przejdziemy przez „ten trudny okres”. Jednak rzeczywistość jest taka, że jeżeli raz przyjmiemy prawdę, wtedy nie ma już od niej odwrotu. A to stawia nas z powrotem wobec pytania: „Ku czemu więc się zwrócić, gdy wszystko wokół wydaje się być kotłowaniną....?"
Odpowiedź brzmi – po pierwsze musimy się zwrócić ku samym sobie. Musimy uznać, że jesteśmy współodpowiedzialni za zgodę na to, aby taki ponury scenariusz realizował się na naszych oczach. Przecież jak lubią mówić obywatele Europy i USA „żyjemy w nowoczesnej demokracji”. A jednak to my sami ciągle na nowo składamy nasz los w ręce autokratycznych szarlatanów, którzy swobodnie poruszają dźwignie despotycznej władzy. To my sami przenieśliśmy odpowiedzialność za nasze sprawy na tych, którzy są mistrzami propagandy, oszustwa i nieuczciwej manipulacji. To my odegraliśmy rolę brytyjskiego premiera Neville’a Chamberlaine’a , który w przededniu drugiej wojny światowej, trzymając w ręku kawałek papieru ogłaszał, że zawiera on obietnicę Hitlera, iż naziści nigdy nie zaatakują Wielkiej Brytanii. Podobnie jak Chamberlain uspokajaliśmy własne sumienia, poddając nasze przeznaczenie dyktatowi korporacyjnych barbarzyńców i będących na ich żołdzie uśmiechniętych polityków.
Sami dobrowolnie zgodziliśmy się na wprowadzenie w stan odrętwienia przez korporacyjne media, których przekaz nie ma nic wspólnego z „budzeniem świadomości”, ale polega na wpędzaniu nas w pułapkę sztucznego konsumeryzmu i zajmowaniu się śmieciową rozrywką. Ta gigantyczna machina propagandowa wciska nam stale do głowy przekaz, że powinniśmy bez przerwy walczyć o pozyskanie środków na zakup kolejnych przyjemności z lśniących półek globalnego supermarketu.
Jednak te półki zaczynają tracić swój blask, a nam zaczynają spadać z oczu łuski. Zaczynamy dostrzegać, że to co braliśmy za rzeczywistość było jedynie „rzeczywistością wirtualną”. Okazuje się, że Ziemia to nie hipermarket, ale czująca istota z wysoką gorączką- zatruta, zanieczyszczona i eksploatowana ponad wszelką miarę - przez nas - pchające wózki wypełnione licznymi towarami, szukające znanych marek marionetki globalnej elity korporacyjnej. Globalnej elity przypominającej mały kartel, który zmierza do przekształcenia ostatnich ziemskich zasobów w bankowe aktywa i to samo pragnie uczynić z tymi, którzy świadomie lub nie, zgodzili się na pełnienie takiej roli w tym złowieszczym planie.
Najwyższy więc czas abyśmy odzyskali władzę i kontrolę nad naszym przeznaczeniem. Ciągle możemy dokonać takiego wyboru – ciągle nie jest za późno. Każdy kto posiada środki do przeżycia, nie musi być niewolnikiem, a każdy kto posiada kawałek ziemi, nie musi być głodny. Szybko uświadamiamy sobie, że pieniądze w banku nie gwarantują bezpieczeństwa na przyszłość. W tym samym czasie kiedy obumierające państwa i prywatne instytucje finansowe nadają sobie prawa do sięgania coraz głębiej do naszych kieszeni, zaczyna docierać do nas prawda, że większość z tego co nam kradną płynie w postaci czeków, premii i bonusów do portfeli najsprytniejszych padlinożerców, skompromitowanych szefów i polityków. Z trudnością dostrzegamy, że nasze przychody są używane do dalszego nakręcania imperialistycznych zbrojeń, by potem dzięki nim zmiażdżyć i uzależnić kolejny kraj bogaty w ropę naftową i inne surowce. A wszystko po to by zaspokoić nienasycony, materialistyczny głód i ledwo ukrywane ambicje kolonialne.
Jednak wszystkimi wydarzeniami rządzi prawo karmy mówiące o tym, że każdej akcji towarzyszy reakcja. Dlatego w tym samym czasie gdy despotyczne siły imperializmu wydają się zdobywać kontrolę nad rodzajem ludzkim, podnosi się silny głos mądrości i prawdy, sprzeciwiający się ich dominacji. Pośród aktów ludobójstwa dokonywanych przez nikczemnych despotów jesteśmy świadkami narodzin nowych wizji, sposobu w jaki rodzaj ludzki powinien dbać o siebie i swoją czującą Planetę. Doszliśmy do sytuacji, kiedy niemożliwe jest już siedzenie okrakiem i unikanie decyzji po której stronie odwiecznego konfliktu się opowiemy, po tej czy po tamtej.
Tak więc ci, którzy zastanawiają się jak i gdzie bezpiecznie zainwestować swoje oszczędności mogą stwierdzić, że to kosmiczna rzeczywistość postawiła ich na karmicznym rozstaju dróg życia. W lewą stronę wskazuje drogowskaz z napisem: „bezpieczeństwo finansowe”, w prawą z napisem: „bezpieczeństwo życia” bazujące na dobrowolnej prostocie.
Ci dla których najważniejsze jest zachowanie swojego dobrobytu, skierują się na lewo i zainwestują swoje pieniądze w złoto. Ci, którzy chcą pogłębić swoją świadomość i wydostać się ze stanu materialnej zależności pójdą na prawo. Ci pierwsi znajdą się na znajomym terytorium, gdzie nie brakuje doradców, oferujących sposoby zabezpieczenia się przed niepewnością i zmianą. Będzie to jednak oznaczało tylko przedłużenie agonii i kontraktu z ciemnymi mocami obecnego reżimu. Przed tymi, którzy skierują się na prawo, pojawi się wyzwanie innej natury: w jaki sposób wyzwolić się ze starych, materialnych zależności i skierować swoje życie na tory prostszych, bardziej harmonijnych relacji do wartości niematerialnych, do uniwersalnej energii, której dostęp blokują fanatycy materializmu. Ci, którzy wybiorą tę drugą ścieżkę, być może zastanowią się czy nie zainwestować posiadanych (indywidualnie lub grupowo) środków w kawałek urodzajnej ziemi, zdolnej do produkcji żywności wysokiej jakości, paliwa i odzienia na codzienne potrzeby. W ten sposób odzyskają powoli kontrolę nad swoim losem i niezależność od zaciskającego się systemu kontroli, który opiera się na zgodzie swoich uczestników na zniewolenie.
W im większym stopniu wyzwolimy się z tego diabelskiego kontraktu, tym bardziej ograniczymy jego władzę nad nami i nad światem. Jednocześnie w większym stopniu doświadczymy samorealizacji, zaspokojenia naszych głębszych potrzeb i twórczych aspiracji. W chwili gdy walące się instytucje starego świata pociągną wszystko co ma jakąkolwiek wartość w odmęty katastrofy, wtedy zapewnienie sobie następnego posiłku, źródła czystej wody, czy sposobu wytwarzania energii stanie się problemem podstawowej wagi. Umiejętność zajmowania się ziemią nabierze podstawowego znaczenia podczas gdy umiejętność „robienia pieniędzy” stanie się bezużytecznym obciążeniem.
Możemy zacząć działać od razu. Wystarczy zabrać pieniądze z mainstreamowych banków, które tworzą system opresji i wyzysku na naszej planecie i złożyć je w instytucjach inwestujących zgodnie z etyką, wspomóc przedsięwzięcia mające na celu produkcję zdrowej żywności, inicjatywy na rzecz lokalnego produkowania energii ze źródeł odnawialnych i tysiące innych projektów pojawiających się obecnie na całym świecie. W ten sposób możemy już teraz zakończyć trwający lata, odbierający energię kompromis i umieścić nasze pieniądze tam gdzie jest nasze serce. Musimy być przygotowani na moment, w którym korporacyjne bóstwa upadną i światła zgasną. Takie przygotowanie uruchomi nowe, pozytywne interakcje na poziomie małej wspólnoty. Interakcje rodzące się wtedy, gdy zaczniemy zaspokajać swoje podstawowe życiowe potrzeby nabywając dobra i usługi od tych, którzy zaangażowali się w przedsięwzięcia mające ludzką skalę, odpowiedzialne i mające dobry wpływ na kulturowe i naturalne środowisko, w odróżnieniu od tych, którzy eksploatują ostatnie zasoby planety dla własnych korzyści i potęgi.
Tak więc tym, którzy pokładają nadzieje na zbawienie w drogich metalach, radziłbym się raz jeszcze dobrze zastanowić. Złota nie da się jeść.
październik 2011, Julian Rose
*) Sir Julian Rose - prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC, www.gmo.icppc.pl www.icppc.pl www.eko-cel.pl , właściciel jednego z pierwszych ekologicznych gospodarstw w Anglii, działacz społeczny. Wieloletni członek zarządu najważniejszego angielskiego stowarzyszenia "Soil" (Ziemia), zajmującego się promocją i atestacją gospodarstw ekologicznych. Korespondent w prestiżowego pisma "Environment Now" (Teraz środowisko), doradca instytucji rządowych, autor książki "Zmieniając kurs na życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów" www.renesans21.pl
ciekawe:
http://wolnemedia.net/gospodarka/miedzynarodowy-kartel-bankowy-za-kryzysem-zadluzenia/
http://www.independent.co.uk/opinion/commentators/johann-hari/johann-hari-how-goldman-gambled-on-starvation-2016088.html
http://cia.media.pl/jak_goldman_sachs_wywolal_globalny_glod_w_2006_2008_r